Pokazywanie postów oznaczonych etykietą angielska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą angielska. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 31 sierpnia 2017

Hurtownia kryminalna #10 z wakacjami w tle

Na zakończenie sierpnia parę propozycji kryminalnych, w których wakacje i urlop stanowią istotny element fabuły.
źródło

Na początek klasyka - Karaibska tajemnica Agathy Christie.

She had one weapon and one weapon only, and that was conversation. [1]

Jane Marple w celu podreperowania nadwyrężonego angielskim klimatem zdrowia, wyjeżdża na ufundowany przez siostrzeńca wypoczynek na karaibskiej wyspie St. Honore. Pogoda urzekająca, słoneczne kąpiele koją reumatyczne bóle, ale w głębi duszy panna Marple stwierdza, że się nudzi...

Nie pomagają liczne konwersacje z gośćmi, mijające dni niczym się od siebie nie różnią - zawsze piękna pogoda, spacery, odpoczynek na plaży, wieczorem kolacje i dancingi. Jednak pewnego dnia coś się zmienia. Początkowo konwersacja z emerytowanym  majorem Palgravem zapowiada się jak dziesiątki poprzednich - nużący monolog majora o jego podróżach i przygodach, którego panna Marple słucha jednym uchem. W pewnym momencie major proponuje starszej pani obejrzenie zdjęcia, na którym został uchwycony morderca - zabójca żony, któremu udało się uciec przed sprawiedliwością. Do prezentacji zdjęcia jednak nie dochodzi - major nagle zmienia temat i w pośpiechu chowa zdjęcie. Następnego dnia zaś zostaje znaleziony martwy w swej sypialni. Wylew, może zawał - nic dziwnego, wszak Palgrave cierpiał na nadciśnienie. A skąd wiadomo, że chorował? Przecież sam o tym wspominał, zaś w jego łazience znajdowały się tabletki na nadciśnienie.

Hmm, ale czy rzeczywiście major skarżył się na tę chorobę? Panna Marple nie przypomina sobie nic podobnego, a im dłużej zastanawia się nad ostatnią rozmową ze zmarłym, tym więcej ma wątpliwości. Najwyższa pora wytoczyć najgroźniejszą broń Jane Marple - konwersację połączoną w wnikliwą obserwacją i znajomością ludzkiej natury.

wtorek, 23 sierpnia 2016

Tremarnock - obyczajówka z Kornwalią w tle

źródło
Kornwalia - południowo-zachodni skrawek Anglii, zachwyca krajobrazami, kusi pięknymi plażami, malowniczymi klifami i echami legend arturiańskich.

Jednym z winowajców, przez których wycieczka w ten rejon Wysp Brytyjskich znalazła się na liście moich marzeń, jest z cała pewnością serial Doc Martin o znakomitym chirurgu, który zapada na hemofobię, czyli lęk przed... krwią, z rewelacyjnym Martinem Clunes w roli głównej.

Sięgając po Tremarnock Emmy Burstall, liczyłam na obyczajówkę, w której odnajdę tę specyficzną atmosferę smaganej wiatrem, małej kornwalijskiej wioski z ekscentrycznymi mieszkańcami i która pomoże mi odkurzyć angielski. Okładka, jednoznacznie kojarząca się z latem, zapowiadała raczej lekką i beztroską lekturę, jednak powieść Emmy Burstall nie jest opowieścią o życiu pozbawionym trosk. Wręcz przeciwnie, ku memu zaskoczeniu, Tremarnock okazał się historią o kobiecie walczącej ze całych sił, wbrew wszelkim przeciwnościom, o szczęśliwe życie dla swojego dziecka.

Liz Broome samotnie wychowuje niepełnosprawną córkę Rosie. Decyzja o zamieszkaniu w Tremarnock, małej wiosce, na południowym wybrzeżu Kornwalii, z biegiem czasu, okazała się najlepszym, co Liz mogła zrobić, po tym jak ojciec dziewczynki dał wyraźnie do zrozumienia, że zajmowanie się chorym dzieckiem przekracza jego możliwości. Chociaż Liz z trudem wiąże koniec z końcem, pracując wcześnie rano jako sprzątaczka w biurowcu w Plymouth i do późnych godzin wieczornych jako kelnerka w lokalnej restauracji, w opiece nad Rosie może liczyć na pomoc sąsiadów. Mała społeczność sprzyja bliskim więziom, ludzie wiedzą o sobie dużo więcej, niż w dużych miastach, plotkują na potęgę, ale jednocześnie bardziej zwracają uwagę na potrzeby innych.

Codzienność Liz i Rosie, chociaż pozbawiona luksusów, wymagająca świetnej organizacji i hartu ducha, pełna jest drobnych radości. Wystarczy jednak jeden dzień, by ich ustabilizowane życie stanęło na głowie. Od tej pory już nic nie będzie takie samo.