Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Co mama czytała gdy była mała.... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Co mama czytała gdy była mała.... Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 października 2018

Ulubione książki, czyli pokłosie facebookowego łańcuszka

Na Facebooku i Instagramie krążył (może krąży jeszcze?) łańcuszek ze zdjęciami 7 ulubionych książek. Z przyjemnością zerkałam jakie okładki wstawiali moi znajomi, które książki okazały się dla nich ważne. U niektórych były same okładki, jak wyzwanie przykazało, u innych nie zabrakło też komentarzy - i bardzo dobrze. Mnie do zabawy zaprosił Janek z Tramwaju nr 4, oczywiście musiałam trochę ponaginać zasady i z 7 zrobiłam tuzin, ale przecież tak trudno wybrać tylko tyle ulubionych książek!

Dzień 1



Jedna z najukochańszych książek wczesnego dzieciństwa., początek miłości do baśni i całego tego fantastycznego świata. Jedna z książek mojej Mamy 💗 (rok wydania 1956), którą zaczytałam do szczętu.

sobota, 31 marca 2018

Skarby - z Janeczką i Pawełkiem w pustyni i Wąwozie Małp


W lutym przeczytałam po raz n-ty Nawiedzony dom, pierwszą część przygód Janeczki i Pawełka.

Planowałam sięgnąć po niej po chronologicznie następne - Wielkie zasługi. Tymczasem Janeczka i Pawełek mieli inne plany wobec mnie, w ręce po prostu wepchnęły mi się Skarby, historia niesamowitej wyprawy do Algierii.

A wszystko zaczęło się od przegranego zakładu. W jego wyniku Pawełek musi dostarczyć w ciągu 10 dni makulaturę dla całej klasy - bagatela - 300kg... Janeczka nie pozostawia brata samego z tym zadaniem, choć nie jest nim zachwycona. Sprytne rodzeństwo daje radę, a w trakcie segregowania papierów znajdują kopertę i fragment tajemniczego listu.

Ktoś pisze o skarbach, o Wąwozie Małp, o kamieniołomie. Z treści zapisków oraz ze znaczka na kopercie wynika, że te fascynujące miejsca i ukryte w nich cuda znajdują się w Algierii. Większość dzieci westchnęłaby z rozczarowaniem i powróciła do swoich zwykłych zajęć i obowiązków, ale nie młodzi Chabrowiczowie. Janeczka i Pawełek obmyślają i realizują plan wysłania ojca na kontrakt do Algierii. I co zaskakujące nawet dla nich samych - są skuteczni!
[1]

Oszołomiony pan Chabrowicz przyjmuje posadę i dzięki temu najbliższe wakacje rodzeństwo spędza w egzotycznej Afryce.

Już sam ten wyjazd to ogromna przygoda, ale Janeczka i Pawełek nie zrezygnują z poszukiwania skarbów. Niewiarygodnie przedsiębiorcze rodzeństwo nie tylko realizuje swoje plany, ale niejako przy okazji, pomaga rozbić szajkę złodziei, przeżywa mrożące krew w żyłach chwile w Wąwozie Małp i funduje niezapomniane atrakcje dla współpracowników ojca.

Bardzo ważną rolę w tych przygodach odgrywa przygarnięty w pierwszej części pies myśliwski, najmądrzejszy na świecie Chaber.

Cudowne dialogi, humor, realia PRL-u i egzotyczna przygoda. Niezapomniana książka, przy której nawet teraz chichotałam nie raz i nie dwa.

Tylko te ilustracje...


[1] Joanna Chmielewska Skarby, il. Ryszard Kryska, Młodzieżowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1988, str. 65

czwartek, 29 marca 2018

Poczytaj mi mamo - księga siódma

źródło

Księga siódma nostalgicznej serii Poczytaj mi mamo zawiera, podobnie jak jej starsze siostry, 10 poczytajek, na których wychowałam się i ja, i moje rodzeństwo. W nowej oprawie znajdują się znajome ilustracje i ciepłe opowieści. Dobrze nam się czyta z Młodszym poczytajki wieczorami, czasem jedną, czasem pięć :)

Kogo można spotkać w księdze siódmej?

Bardzo różnych bohaterów - dzieci z przedszkola, małą Syrenkę, mądrego Ali Babę, psotnego SAMOSIĘ, dwunastu braci, dzielnego Kasperka, który odwiedził Złotą Kaczkę, a nawet tygrysa!


Zaczęliśmy od wizyty w przedszkolu i poznania Eryka, chłopca, z którym niełatwo się zaprzyjaźnić. Bardzo życiowa poczytajka, bo chyba w każdej grupie przedszkolnej, czy w klasie szkolnej jest taki dziwny Eryk... Zakończenie też nie obiecuje łatwych rozwiązań, zupełnie jak w życiu...

[Danuta Wawiłow Ten dziwny Eryk, il. Maria Uszacka str. 18-19]

środa, 28 lutego 2018

Nawiedzony dom, czyli powrót do przeszłości

Wzięło mnie na wspominki i powroty do przeszłości. 

Od Nawiedzonego domu zaczęła się moja miłość do Joanny Chmielewskiej, ale to nie była ta książka, którą teraz mam na swojej półce. Do dziś pamiętam wąziutki i rozkosznie grubiutki egzemplarz z czarną okładką. Jaka to była cudna przygoda! Połknęłam błyskawicznie, a później jeszcze wielokrotnie wypożyczałam ze szkolnej biblioteki. Wydaje mi się, że był to pierwszy kryminał, jaki przeczytałam :)

Dopiero kilka lat później udało mi się zdobyć własny egzemplarz pierwszej części przygód Janeczki i Pawełka. Żałuję, że nie jest to pierwsze wydanie, ale wtedy i tak byłam przeszczęśliwa, że mam wreszcie tę książkę na półce, mimo ilustracji, które moim zdaniem są paskudne (ale i tak wolę to wydanie od na przykład tego: KLIK, można mieć koszmary!)

Rodzina Chabrowiczów (mama, tata i dwoje bardzo rezolutnych dzieci - Janeczka i Pawełek) staje przed nie lada zadaniem, gdy głowa rodziny dziedziczy dom po dalekim krewnym. Decyzja o przyjęciu spadku, wbrew pozorom, nie jest taka oczywista. Dom jest bowiem zamieszkany i trzeba najpierw nakłonić lokatorów do zamiany mieszkań, a nie wszyscy mają na to ochotę. Sama przeprowadzka też będzie logistycznym wyzwaniem - oprócz czteroosobowej rodziny Chabrowiczów do nowego-starego domu przeniosą się też babcia i dziadek, oraz siostra pana Chabrowicza z synem i narzeczonym.

Janeczka i Pawełek, piekielnie samodzielne i inteligentne dzieci, na własną rękę próbują pomóc rodzinie przekonać upartą lokatorkę do zmiany mieszkania i odkrywają tajemnice nowego domu. Najwięcej emocji budzi zamknięty od pięćdziesięciu lat strych, ale czy rzeczywiście od zakończenia wojny nikomu nie udało się do niego wejść? I co może się na nim kryć?

piątek, 28 lipca 2017

Poczytaj mi mamo - księga czwarta.

źródło

Do książek z serii Poczytaj mi mamo sięgamy nieregularnie. Czasem jest to jedna historyjka przeczytana bez planu, kiedy indziej powtórka wybranej opowiastki, a czasem łykniemy z Młodszym całą książeczkę w dwa wieczory. Tak właśnie było z, żółciutką jak słoneczko, księgą czwartą.

Lektura Poczytajek to dla mnie zawsze nostalgiczny powrót do dzieciństwa, a jednocześnie jest coś niesamowitego w ponownym odkrywaniu tych historyjek razem z moim dzieckiem. I chociaż Młodszy czyta (sam, bądź ze mną) dużo poważniejsze pozycje, w końcu już nie jest przedszkolakiem, dla którego kupowałam te książki, to hasło Poczytaj mi mamo, wciąż ma w sobie coś niezwykłego.

Jakie tytuły znalazły się w czwartej księdze?

Trafiły tu takie klasyki jak Stefek Burczymucha Marii Konopnickiej, czy Chory kotek Stanisława Jachowicza. Pięknie zilustrowane, są rewelacyjnymi tekstami do głośnego czytania i od tylu lat bawią kolejne pokolenia dzieci. Finał historyjki o Stefku chwalipięcie jest nie do zapomnienia.
[Maria Konopnicka Stefek Burczymucha , il. Włodzimierz Terechowicz, str. 26-27]

czwartek, 28 kwietnia 2016

Znacie? To posłuchajcie - Karolcia

źródło
Karolcia Marii Krüger to jedna z moich ukochanych książek z dzieciństwa. Chociaż nie pamiętam, bym czytała ją wielokrotnie, jak było na przykład z Anią z Zielonego Wzgórza, to na pewno nie był to jeden raz. Tym bardziej, że cała historia o zaczarowanym błękitnym koraliku i podstępnej czarownicy Filomenie bardzo mocno zapadła mi w pamięć. Na pewno jest to jedna z tych książek, które na dobre zaszczepiły we mnie miłość do czytania i jedna z tych, które są lekturami szkolnymi i czarują (albo przerażają) kolejne pokolenia.

Starsze dzieci bez specjalnego zaganiania w odpowiednim czasie poznały Karolcię - Najstarszej bardzo się podobało, ze Starszym niewiele pamiętam, poza tym, że to dla niego parę lat temu kupiłam audiobook. Młodszy natomiast trochę spanikował, tym bardziej, że i tytuł i okładka jednoznacznie zapowiadały dziewczyńską historię. Początkowe próby zainteresowania młodego przygodami Karolci spotkały się ze zdecydowanym sprzeciwem, a że termin przeczytania lekturki wyznaczony został na początek maja, nie wyglądało to za wesoło. Częściowo podstępem, w odpowiednio dobranym momencie, postanowiłam dać szansę Marysi Seweryn. I okazało się, że doczekałam wieczoru, gdy dziecko nie pozwoliło zatrzymać płyty, prosząc o jeszcze jeden rozdział! :)

niedziela, 27 grudnia 2015

Wieczór z baśniami

Grudniowy poświąteczny wieczór, zakończone przedświąteczne przygotowania i świąteczne wizyty, zapach piernika w domu, rozświetlona choinka - czy może być lepsza atmosfera do czytania baśni?

Dzisiejsze książeczki są dla mnie wyjątkowe nie ze względu na treść, choć nic im tu nie mogę zarzucić, ale zapadły głęboko w moje serce ze względu na ilustracje.

Księżniczka Głogu Władysława Ludwik Anczyca to pochodząca ze zbioru baśni "Woda żywa" XIX-wieczna wariacja na temat Śpiącej Królewny.

W niewielkim, ale obfitującym w dary natury królestwie, naród był tak poczciwy, że od dawien dawna więzienia stały pustkami, a wódki nie znano, król był bardzo dobry, zaś królowa miłosierna. Smutny był jednak pałac, bo jednego nie dał Pan Bóg królewskiej parze - dziecka. Nie pomogli mędrcy, nie pomogły modlitwy - upragnionego potomka nie było.

Pewnego dnia królowa, przechadzając się brzegiem jeziora, nie pozwoliła pastuszkom zabić wstrętnej ropuchy.

- Ani się waż! Nie stworzyłeś - nie zabijaj! Nie ty dałeś jej życie, a więc nie masz prawa zabijać biednej ropuchy.
- Ależ to czarownica! - wrzasnęli chłopcy.
- Precz stąd próżniaki -- zawołała królowa - bo was wszystkich każe wsadzić do kozy!
Chłopcy rozbiegli się w mgnieniu oka, a żaba podpłynęła ku brzegowi, rzekła:
- Bóg ci zapłać, dobra pani, za to, żeś mi ocaliła życie. Zatrzymaj się tu chwilkę, a ja ci za to dam podarunek sto razy więcej wart aniżeli wszystkie skarby królestwa. [1]

[2]

Darem tym okazała się prześliczna złotowłosa dziewczynka, radości nie było końca, ale przestroga ropuchy i przepowiednia astrologa niepokoiła królową - po skończeniu piętnastu lat, królewnie miało grozić wielkie niebezpieczeństwo.

sobota, 29 listopada 2014

Poczytaj mi mamo - księga pierwsza

źródło
Zachwyciła mnie inicjatywa Naszej Księgarni, by na dziewięćdziesięciolecie wydawnictwa, ponownie wydać książeczki będące dla mnie kwintesencją dzieciństwa. Nie wiem tego na pewno, ale myślę, że to własnie dzięki tym kwadratowym opowiastkom pokochałam czytanie. Książeczki z serii Poczytaj mi mamo, najpierw odkrywane z rodzicami, potem samodzielnie, na zawsze pozostały w mojej pamięci.

Nie wiem co się stało z moimi egzemplarzami, przekazane młodszemu rodzeństwo, powędrowały potem gdzieś dalej w świat. Pojedyncze, ukochane tytuły upolowałam później, mając już własne dzieci, na allegro. Zakup księgi pierwszej (i kolejnych) Poczytaj mi mamo był po prostu oczywistością. Nie ukrywam, że kupowałam je bardziej dla siebie niż dla moich dzieci, choć dobrze mieć wiarygodny pretekst :)

I tak czytamy sobie od czasu do czasu opowiastki z mojego dzieciństwa, a większość z nich jest bardzo dobrze przyjmowana przez małolata. Niekoniecznie moje ulubione tytuły pokrywają się z gustem Najmłodszego, ale nie kłócimy się ;-)

W ubiegłym tygodniu zdjęłam ponownie z półki księgę pierwszą. Zawiera ona 10 opowieści, które czytaliśmy na dobranoc przez parę wieczorów - po 2, 3 tytuły, w kolejności zależnej od kaprysu synka.

środa, 30 lipca 2014

Nie głaskać kota pod włos

Lato kończyło się smakiem jagód. We wczesną jesień wchodziło się wraz z pluciem pestkami słoneczników. Beztroska zamieniała się ukradkiem w czarne szkolne dni, a wieczorami ostrzej świeciły gwiazdy.[1]

Czy ktoś pamięta Rodzinę Leśniewskich? Mama, tata, nastolatki Agnieszka i Leszek oraz siedmioletnie bliźniaki, Beata i Paweł, zwane Bąblami. 
Akcja książki (był też film i serial) rozpoczyna się w momencie, gdy mama informuje rodzinę, że dostała się na studia, z których zrezygnowała naście lat temu zostając w domu, by opiekować się dziećmi. Teraz potomstwo podrosło, najmłodsi rozpoczną edukację i pojawia się szansa na zrealizowanie odłożonych kiedyś marzeń. Reakcja najbliższych, delikatnie mówiąc, nie jest entuzjastyczna.

- Chcesz chodzić do szkoły d o b r o w o l n i e? - wyjąkał zdumiony Paweł.
- Przecież jesteś już okropnie stara! - szczerze zdziwiła się Beata.
(...)
- Robisz z nas balony, mamo? - delikatnie spytała Agnieszka. - Zawsze wierzyłam w twoje poczucie humoru.
Leszek pacnął się w ucho, by zagłuszyć wreszcie brzęczące tam jeszcze dźwięki big-bitu.
- Ktoś coś mówił o studiach?
(...)
- Jak ty to sobie wyobrażasz? - przytomniał tato odsuwając talerz. - Dom, czworo dzieci i ...
- Na dobrą sprawę, czasem tu jest p i ę c i o r o dzieci - westchnęła w zadumie mama. (...)

Na pobojowisku została opuszczona bohaterka wieczoru i strzępiasty kłąb, w którym z trudem można było dostrzec nogę Pawła i zmierzwioną grzywę Beaty.
Nad tym wszystkim unosił się zapach smutku, niezrozumienia i wiśniowego dżemu. [2]

Mimo to rewolucja staje się faktem. Mama, borykając się z poczuciem winy i notorycznym brakiem czasu, stara się pogodzić dzienne studia i domową codzienność. Bliscy nie kwapią się do przejęcia części obowiązków, ale coraz wyraźniej zaczynają zdawać sobie sprawę, że to się nie sprawdzi na dłuższą metę i w rodzinie Leśniewskich pomalutku coś się zmienia.

sobota, 31 maja 2014

Bajka o carze Sałtanie

o jego synu, sławnym i potężnym bohaterze,
księciu Gwidonie Sałtanowiczu
i o pięknej księżniczce Łabędzicy.


Rosyjski folklor, podania ludowe i baśnie 1001 nocy były inspiracją dla Aleksandra Puszkina do napisania tej chyba najdłuższej jego bajki. Historia żony oczernianej przed królem (carem, sułtanem) przez zawistne siostry pojawia się w wielu opowieściach - nie tylko baśniowych. Bajki mają tę przewagę nad życiem, że intrygi zostają ujawnione i wszystko kończy się szczęśliwie...

Bajka rozpoczyna się sceną, w której trzy siostry, siedząc przy otwartym oknie, przędą nici i najzwyczajniej w świecie plotą głupstwa, przechwalając się i licytując. Nie wiedzą, że przy ich domu zatrzymał się sam car i słyszy każde słowo.



"Gdybym tak carycą była - 
Pierwsza siostra przemówiła - 
To bym obiad na świat cały 
Zgotowała doskonały." 
"Gdybym ja carycą była - 
Druga siostra oświadczyła - 
To na cały świat bez mała 
Sama płótna bym utkała." 
"Gdyby mnie wziął car za żonę - 
Rzekła trzecia nad wrzecionem - 
Urodziłabym carowi 
Bohatera co się zowie!"

Łatwo się domyślić, która prządka najbardziej przypadła władcy do gustu. Na dwór carski pojechały wszystkie siostry, jednak stanowisko kuchmistrzyni, czy nadwornej tkaczki nie mogło równać się pozycji królowej.

W kuchni złości się kucharka, 
Nad warsztatem tkaczka sarka, 
Każda we łzach gorzkich tonie - 
Tak zazdroszczą młodej żonie.

sobota, 10 maja 2014

Bajka o rybaku i rybce

Bajkowych wspomnień z dzieciństwa ciąg dalszy.

"Bajkę o rybaku i złotej rybce" zna chyba każdy. Tę opowieść ludową, ukazującą nigdy niedającą się zaspokoić chciwość i pychę, po raz pierwszy spisali w 1812 roku bracia Grimm. Dwadzieścia lat później poetycką wersję tej historii napisał Aleksander Puszkin. Będąc dzieckiem, byłam przekonana, że jest to właśnie rosyjska bajka. 
Mieszkał stary rybak ze swą starą
Nad samym brzegiem morza.
W starej, nędznej lepiance mieszkali
Równo lat trzydzieści i trzy lata.
Stary łowił siecią ryby w morzu,
A starucha przędła swoją przędzę.





Nie jest łatwa praca rybaka, nieraz pustą sieć wyciągał lub pełną mułu, czy morskiej trawy. Kiedyś jednak 
Sieć wróciła z jedną tylko rybką,
Ale z jaką rybką! Ze złotą!
I do tego mówiącą ludzkim głosem. Uprosiła rybka rybaka, by ją wypuścił, obiecując królewski wykup. Rybak jednak nie chciał darów i z dobrym słowem wrzucił rybkę do morza.
Po powrocie opowiedział żonie co mu się przydarzyło. Oj nie przyjęła żoneczka szlachetności męża łaskawie.

"Durniu - mówi - głupi niezdaro!
Nie umiałeś poprosić o wykup!
O koryto byś chociaż poprosił!
Nasze stare całkiem się rozpadło."

czwartek, 8 maja 2014

Bajka o śpiącej królewnie i siedmiu junakach

W dzieciństwie nie bardzo lubiłam opowieści napisane wierszem, zresztą z wiekiem się to raczej nie zmieniło. Jednak były wyjątki. Jeden z nich to bajka Aleksandra Puszkina "O śpiącej królewnie i siedmiu junakach". Tak, tak, tu nie ma błędu - śpiąca królewna i siedmiu, absolutnie nieprzypominających krasnoludków, mieszkańców tajemniczego domku w głuszy. Oryginalny tytuł to Сказка о мёртвой царевне и о семи богатырях, czyli nasza carewna jest bardziej martwa, niż śpiąca, a z wrzecionem nie zawierała bliższej znajomości. Dużo wspólnego ma za to ze znaną skądinąd Śnieżką.
Ale zacznijmy po kolei:

Król z królową się rozstaje
I rusza w dalekie kraje,
A królowa w oknie czeka,
Kiedy mąż wróci z daleka.
(...)


Ona czeka czas niemały,
Już mijają trzy kwartały,
A w Wigilię, w noc grudniową,
Córką darzy Bóg królową.
I o świcie gość kochany,
Dzień i noc wyczekiwany,
Spoza rzek i spoza gór
Wraca ojciec-król na dwór.
Raz na niego popatrzyła,
Nawet westchnąć nie zdążyła,
Nie zniosła już tylu wzruszeń
I przed mszą oddała duszę.

Król rok przeżył wśród żałości
Lecz i on miał swe słabości;
Jak sen rok przeminął długi,
Król ślub bierze po raz drugi.

niedziela, 5 stycznia 2014

Gałgankowy skarb

źródło
Dzisiaj książeczka nietypowa, nawet nie dlatego, że dziecięca, bo te tu bywają, ale dlatego, że po pierwsze dla naprawdę małych dzieci - cała kartonowa i licząca zaledwie 16 stron, a po drugie - czytano mi ją, gdy byłam dzieckiem i na zawsze pozostała gdzieś w zakamarkach mej pamięci.

Mój Młodszy jest już trochę starszy niż grupa docelowa, ale i tak z uśmiechem przeczytał ze mną historyjkę o Kasi, która zgubiła swoją ukochaną, szmacianą laleczkę. Wierszyk, napisany dla córki, Zbigniew Lengren sam zilustrował i przedstawił w nim całą rodzinę.


Zgubionej zabawki szuka zatem mama, tata, babcia, dziadek, starszy brat, ciocia, wujek, piesek i stróż Walenty. Szukają wszędzie - w zakamarkach domu, w spiżarni, w kuchni, w łazience, w piwnicy i na strychu, a nawet na ulicy i w śmietniku.