czwartek, 25 grudnia 2014

Dziadek do Orzechów

źródło
Dwudziestego czwartego grudnia dzieciom radcy Stahlbauma nie wolno było wchodzić do największego pokoju, a tym bardziej do przylegającego do niego salonu. Frycek i Marynia przykucnęli więc w rogu pokoiku położonego w tylnej części domu. Nadchodził zmierzch i dzieci czuły się bardzo nieswojo (...) [1]

Wszyscy chyba pamiętamy z dzieciństwa emocje, związane z oczekiwaniem na pierwszą gwiazdkę. Tajemnica, niepewność, zapachy związane z tymi wyjątkowymi chwilami, szelesty, migoczące światełka.

Marynia i Frycek w końcu doczekali się otwarcia zamkniętego pokoju. Rodzice wprowadzili ich do pięknie oświetlonego salonu.

Wielka choinka na środku pokoju obwieszona była mnóstwem złotych i srebrnych jabłek, ze wszystkich gałązek jak pączki i kwiaty wyrastały kandyzowane migdały i kolorowe cukierki, i wszelakie słodkości, jakie tylko można sobie wyobrazić. Jednak za najpiękniejszą rzecz w tym cudownym drzewku uznać należy, że na jego ciemnych gałązkach jak gwiazdki jaśniały setki małych świeczek i że samo drzewko rozbłyskując i migocząc, uprzejmie zapraszało dzieci, by zrywały z niego kwiaty i owoce. Wokół choinki wszystko mieniło się cudownymi kolorami – jakież tam były wspaniałości – tak, któż mógłby to opisać! [2]

[3]
Pod olśniewającą choinką dzieci znalazły wymarzone prezenty, a wśród nich kunsztownie wykonanego Dziadka do Orzechów.


Nie był on wprawdzie urodziwy - wielka głowa i silny korpus na małych, chudych nóżkach - mimo to Marynia pokochała go od pierwszego wejrzenia. Jednak decyzją rodziców, miał on należeć do wszystkich dzieci, a niesforny Frycek nie był szczególnie delikatny z nową zabawką - i na kilku bardzo twardych orzeszkach wyłamały się trzy zęby Dziadka, a zawiaski szczęki poluzowały. Zrozpaczona dziewczynka troskliwie zajęła się zabawką, zawinęła w chusteczkę, a tuż przed pójściem spać ulokowała w najlepszym łóżeczku dla lalek.


[4]
Zanim jednak Marynia udała się do swojej sypialni, wybiła północ i zaczęły się dziać przedziwne rzeczy. Zabawki ożyły, a bawialnia stała się sceną wielkiej bitwy z armią myszy. A to dopiero początek niezwykłej opowieści, w której niebagatelną rolę, zarówno jako narrator, jak i uczestnik wydarzeń, odegrał ojciec chrzestny dzieci - radca Drosselmeier.

[5]
To jego zauważyła Marynia na zegarze tuż przed atakiem myszy, to on opowiada później dzieciom niezwykłą baśń o twardym orzechu i królewnie Pirlipacie.

[6]

A może to nie była baśń, tylko prawdziwa historia? A Dziadek do Orzechów nie jest tylko drewnianą zabawką? Kim naprawdę jest radca Drosselmeier?

Czarodziejska to opowieść, w której baśń miesza się z rzeczywistością, a sen z jawą; zaś granice między światem zabawek i rzeczywistym przenikają się i nic nie jest jednoznaczne.

Interesujące jest to, że przejście Maryni w świat fantazji opisał Hoffmann 50 lat przed przygodami Alicji w Krainie Czarów, nie wspominając o Narnii, która jest od Dziadka do Orzechów starsza o blisko półtora wieku.

Zauroczył mnie już sam początek książki, będący odświeżająco odmienny od wszechobecnych zamerykanizowanych wizji oczekiwania na sympatycznego jegomościa w czerwonym kubraku; tutaj wigilia Bożego Narodzenia jest rzeczywiście oczekiwaniem na narodziny Jezusa, choć oczywiście dzieci czekają z największym utęsknieniem na prezenty.

Dzieci dobrze wiedziały, że rodzice kupili im piękne prezenty i ułożyli je pod choinką. Wiedziały też, że gdy kochane Dzieciątko Jezus o łagodnych i uśmiechniętych oczkach spojrzy na nie i pobłogosławi je swoją rączką, to każdy prezent bożonarodzeniowy sprawi taką radość, jak żaden inny. [7]

Z przyjemnością (i to podwójną, bo najpierw czytając Dziadka do Orzechów... z 2008 roku z drzeworytami francuskiego artysty Bertalla, a potem słuchając audiobooka czytanego przez Krzysztofa Kowalewskiego i Agnieszkę Suchorę) zawitałam ponownie do baśniowego świata, będącego pierwowzorem słynnego baletu Piotra Czajkowskiego. Dziadek do Orzechów i Mysi Król Hoffmanna jest jednak znacząco inną opowieścią, niż ta znana ze sceny, czy z animowanej bajki radzieckiej, nie mówiąc o Barbie w Dziadku do Orzechów ;-) 






[1] E.T.A. Hoffmann, Dziadek do Orzechów i Mysi Król, Instytut Baśni, 2008, tł. E. Zarych, str. 5

[2] E.T.A. Hoffmann, Dziadek do Orzechów i Król Myszy, Media Rodzina & Lidl Polska, 2011, tł. E. Pieciul-Karmińska, audiobook, czyta K. Kowalewski, A. Suchora; rozdział 2 - Podarunki.

[3], [4], [5], [6]  E.T.A. Hoffmann, Dziadek do Orzechów i Mysi Król, Instytut Baśni, 2008, drzeworyty Bertalla,

[7] j.w. str. 10

Historia o dziadku do orzechów i o królu myszy [Ernst Theodor Amadeus Hoffmann]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

14 komentarzy:

  1. O jeju. Marynia? Ale skąd Marynia? Przecież to była Klara...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okazuje się, że w oryginale Marie - a Klara to była jej lalka.. Maria, Fryc i Luiza to imiona trojga dzieci przyjaciela Hoffmanna - Juliusa Eduarda Hitziga. Z myślą o nich powstała ta baśń.
      To tak jak pani Linde w Ani z Zielonego Wzgórza ma na imię Rachel, a nie Małgorzata.. ;)
      Polecam artykuł tłumaczki do wydania z Media Rodziny z 2011:
      http://pracowniawyrazu.amu.edu.pl/?p=595

      Usuń
    2. Przeczytałam, rzeczywiście. No ale i tak jestem przywiązana do Klary tak, że nigdy nie stanie się ona Marynią :)
      Tak jak Małgorzata Linde jest Małgorzatą.

      Usuń
    3. Dla mnie pani Linde też pozostanie Małgorzatą - nie potrafię o niej inaczej myśleć :) Tak jak Kubuś Puchatek pozostanie chłopcem, choć był dziewczynką ;)

      Usuń
    4. Ależ on nie był chłopcem...

      Usuń
  2. Co roku w okresie świątecznym wracam do tej opowieści... jest po prostu przepiękna ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pełna magii - esencja dzieciństwa :)

      Usuń
  3. Aaaach uwielbiam "Dziadka do orzechów" - zwłaszcza jako balet. W ogóle taka tematyka niesamowicie mnie porusza - Marynia, Alicja, dzieciaki z Narnii czy chociażby Piotruś i jego Nibylandia. Wszystko są to niesamowite historię i nie potrafię oddać słowami szacunku, jaki mam dla autorów (dorosłych ludzi przecież), potrafiących tak doskonale oddać świat dzieciecej wyobraźni...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Baletu nie miałam okazji jeszcze widzieć - mam nadzieję, że kiedyś się uda :))

      Usuń
  4. Anetko,
    ja do tej pory nie poznałam jeszcze historii Dziadka do orzechów, w żadnej wersji tak jakoś wyszło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to jeszcze jedna pozycja do dopisania do listy :)) ;)

      Usuń