wtorek, 23 sierpnia 2016

Tremarnock - obyczajówka z Kornwalią w tle

źródło
Kornwalia - południowo-zachodni skrawek Anglii, zachwyca krajobrazami, kusi pięknymi plażami, malowniczymi klifami i echami legend arturiańskich.

Jednym z winowajców, przez których wycieczka w ten rejon Wysp Brytyjskich znalazła się na liście moich marzeń, jest z cała pewnością serial Doc Martin o znakomitym chirurgu, który zapada na hemofobię, czyli lęk przed... krwią, z rewelacyjnym Martinem Clunes w roli głównej.

Sięgając po Tremarnock Emmy Burstall, liczyłam na obyczajówkę, w której odnajdę tę specyficzną atmosferę smaganej wiatrem, małej kornwalijskiej wioski z ekscentrycznymi mieszkańcami i która pomoże mi odkurzyć angielski. Okładka, jednoznacznie kojarząca się z latem, zapowiadała raczej lekką i beztroską lekturę, jednak powieść Emmy Burstall nie jest opowieścią o życiu pozbawionym trosk. Wręcz przeciwnie, ku memu zaskoczeniu, Tremarnock okazał się historią o kobiecie walczącej ze całych sił, wbrew wszelkim przeciwnościom, o szczęśliwe życie dla swojego dziecka.

Liz Broome samotnie wychowuje niepełnosprawną córkę Rosie. Decyzja o zamieszkaniu w Tremarnock, małej wiosce, na południowym wybrzeżu Kornwalii, z biegiem czasu, okazała się najlepszym, co Liz mogła zrobić, po tym jak ojciec dziewczynki dał wyraźnie do zrozumienia, że zajmowanie się chorym dzieckiem przekracza jego możliwości. Chociaż Liz z trudem wiąże koniec z końcem, pracując wcześnie rano jako sprzątaczka w biurowcu w Plymouth i do późnych godzin wieczornych jako kelnerka w lokalnej restauracji, w opiece nad Rosie może liczyć na pomoc sąsiadów. Mała społeczność sprzyja bliskim więziom, ludzie wiedzą o sobie dużo więcej, niż w dużych miastach, plotkują na potęgę, ale jednocześnie bardziej zwracają uwagę na potrzeby innych.

Codzienność Liz i Rosie, chociaż pozbawiona luksusów, wymagająca świetnej organizacji i hartu ducha, pełna jest drobnych radości. Wystarczy jednak jeden dzień, by ich ustabilizowane życie stanęło na głowie. Od tej pory już nic nie będzie takie samo.


Emma Burstall stopniowo wprowadza czytelnika w świat Liz, z detalami opisuje jej codzienną rutynę, ograniczenia wynikające z niepełnosprawności Rosie, problemy w akceptacją dziewczynki w szkole. Poznajemy mieszkańców Tremarnock, specyfikę niewielkiej nadmorskiej miejscowości, w której wszyscy się znają, która tętni życiem w lecie, gdy uliczki pełne są turystów, a niemal zamiera w zimie.

Jednak trochę mało samej Kornwalii w tej historii, zaś za dużo mało istotnych dla fabuły szczegółów - ubrania Liz, posiłki, zakupy. Nie można odmówić autorce umiejętności stworzenia interesujących bohaterów (ekipa restauracji A Winkle in Time na czele z jej właścicielem, czy Pat, staruszka pomagająca Liz w opiece nad Rosie), ale powieść niestety cierpi na nadmiar postaci drugoplanowych, w których można się pogubić. To prawda, że każda z nich dodaje barw społeczności Termarnock, ale ze względu na liczbę wprowadzonych osób, ich historie, siłą rzeczy są opowiedziane dość powierzchownie. (Nie zabrakło też wątku polskiego - Kasia, szefowa Liz z agencji sprzątającej jest Polką)

Intrygujący prolog był głównym powodem, dla którego nie odłożyłam czytnika po paru rozdziałach. Pierwsza połowa książki była po prostu nudnawa. Dopiero w drugiej części akcja nabrała tempa i chwyciła mnie na dobre. Walka Liz o zdrowie i przyszłość jej córki, wątek romansowy, poprowadzony w bardzo sympatyczny, ciepły sposób oraz parę zwrotów akcji, którymi autorka naprawdę mnie zaskoczyła, sprawiły, że jednak zajrzę jeszcze do Tremarnock, by dowiedzieć się co słychać u Liz i Rosie.




Emma Burstall, Tremarnock, Head of Zeus, 2015, Kindle Edition, 352 pages.

5 komentarzy:

  1. O rety! Przeczytałaś PRAWDZIWĄ książkę po angielsku! Nie uproszczoną wersję, ale najprawdziwszą powieść! Kłaniam się nisko z szacunkiem wielkim i cieszę się, że uczyniłaś mi zaszczyt biorąc udział w moim wyzwaniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magdo, bez przesady z tymi zaszczytami :) To frajda dla mnie. :))

      Usuń
  2. Podoba mi się temat. To znaczy nie, nie do końca mi się podoba, wszak porzucanie niepełnosprawnego dziecka przez ojca to zło, ale sam fakt, że jest poruszany.
    W oryginale? Suuuuper.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie obyczajówki zwykle czerpią z życia, a niestety nie jest to wyssane z palca, że jedno z rodziców odchodzi w podobnej sytuacji.

      Trzeba ćwiczyć angielski, bo zupełnie zardzewieje :)

      Usuń