sobota, 25 lutego 2017

Wrota, czyli opowieść o królewnie Saliance

źródło
Za górami, za lasami, w niedostępnej i ponurej Twierdzy żyła królewna Salianka, Strażniczka Wrót. Chociaż w sumie określenie "żyła" jest pewnym nadużyciem, bardziej pasowałaby "wegetowała". Całkowicie zdominowana przez Radę Starszych, królewna koncentrowała swą egzystencję na zapanowaniu nad wspomnianymi wrotami. Wrotami, nadmieńmy, do piekieł, które niefortunnie, w wyniku dziedzicznego przekleństwa ciążącego nad rodem Salianki, mieściły się w jej głowie. Na otwarcie owych wrót tylko czekały groźne demony, które po wydostaniu się z otchłani piekielnej, siały postrach i zniszczenie w najbliższym otoczeniu Strażniczki.

Ulubionym miejscem królewny był kącik na tyłach Twierdzy, miejsce z małym okienkiem, z którego przy ładnej pogodzie rozciągał się widok na niedostępny dla Salianki świat. Siedząc tam, mogła marzyć o przygodach, romantycznych porywach serca. Nie przypuszczała jednak, że snute potajemnie mrzonki o wspaniałym rycerzu mogą się ziścić. Tymczasem do Twierdzy podstępem trafił książę z sąsiedniej krainy z planem dokonania bohaterskich czynów. Uratowanie więzionej przez Czarownicę dziewczyny idealnie pasowało na czyn godny pieśni bardów. I tak oszołomiona Salianka, przy znacznym współudziale Wrót, została uratowana przed nią samą i uwolniona z Twierdzy.

Tak rozpoczyna się baśń, w której wszystko jest bardzo na opak - królewna jest jednocześnie czarownicą, dzielny książę - nadętym bufonem, z zepsutym magicznym mieczem, zaś żaba w koronie - zaczarowanym na własne życzenie wieśniakiem. Obrońca uciśnionych, bohater ludowy ma sporo wspólnego z demonami, zaś dobra czarodziejka wysługuje się swymi klientami w gospodarstwie. 
Bardzo lubię takie przewrotne zabawy z motywami baśniowymi,

Dużą frajdę sprawiło mi śledzenie przygód Salianki i jej przemiany z niespecjalnie rozgarniętej, niczym niezainteresowanej dziewczyny w pewną siebie, pyskatą i niezależną Władczynię, mogącą stawić czoła intrygom zamkowym. Dialogi pełne są humoru, często czarnego, zaś przepychanki słowne między królewną, a posiadającymi własną świadomość Wrotami w jej głowie, aż iskrzą od uszczypliwości. Jednocześnie nie brakuje też gorzkich spostrzeżeń dotyczących ludzkiej natury, które są niestety aktualne nie tylko w tym baśniowym świecie.

Trochę potrwało, nim król odzyskał władzę w nogach. Przewidywane komplikacje stosunków międzynarodowych przerosły go i przygniotły swoim ciężarem. Kiedy był już w stanie wstać, gromkim krzykiem wezwał do siebie szambelana i wszystko mu opowiedział. Ponieważ nic nie robi tak dobrze jak zrzucenie własnych problemów na kogoś innego, królowi od razu zrobiło się lepiej, a szambelan zaczął z nerwów obgryzać paznokcie. [1]

W przeciwieństwie do klasycznych baśni, w powieści Mileny Wójtowicz, podział na dobrych i złych nie jest oczywisty. Tutaj ci źli mają wyrzuty sumienia, zaś dobrzy idą po trupach do celu. Pytanie o to, która strona jest tą właściwą staje się palącym problemem im bliżej końca książki. A zakończenie też nie jest typowym baśniowym "i żyli długo i szczęśliwie"...

źródło
Wrota 2 - kontynuację losów Salianki, czyta się  jeszcze szybciej niż część pierwszą, między innymi dlatego, że jest ona krótsza, zaś akcja nabiera tempa i rozmachu oraz toczy się dwutorowo.

Salianka początkowo wbrew swojej woli, przekracza Góry Omszałe, a następnie, już z premedytacją, dąży do konfrontacji z egzorcystami i wędruje coraz dalej od Twierdzy, w głąb nieznanych krain.

Po zauważeniu nieobecności królewny, Rada organizuje ekspedycję ratunkową. Czterech szlachetnych rycerzy oraz Ósmy z Rady wyruszają na poszukiwania, tylko czy na pewno królewnę trzeba ratować? I czy wszyscy w Twierdzy cieszyliby się z jej powrotu?

W tej części dostajemy szerszą perspektywę, w której wydarzenia z pierwszej książki zyskują nowe znaczenia. Salianka odkrywa nieznane karty z przeszłości Twierdzy, które w innym świetle ukazują jej przodków. Jak skończy się wędrówka królewny? Czy Salianka doprowadzi swą zemstę do skutku? Niestety poznałam odpowiedzi tylko na część tych pytań. Autorka urywa opowieść w sposób jednoznacznie sugerujący, że ciąg dalszy powinien nastąpić. Ale zła wiadomość jest taka, że i o Saliance, i o Wrotach 3 wszelki ślad zaginął...






Pod hasłem, Grunt to okładka


[1] Milena Wójtowicz Wrota, Fabryka Słów, Lublin 2006, str. 66
Milena Wójtowicz Wrota 2, Fabryka Słów, Lublin 2008

5 komentarzy:

  1. Ooo, takie klimaty to ja lubię :) Tylko szkoda, że nie wiadomo, co z trzecim tomem, bo urywać historię w połowie to wyjątkowo niefajna polityka wydawnicza...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym wypadku to nie polityka wydawnicza, tylko chyba zmiany w planach autorki, wygląda na to, że przestała pisać/publikować.. :(
      Pierwszy tom można przeczytać, w zasadzie jest zamknięty, ale jak polubisz Saliankę, to sięgniesz po drugi i klapa, bo ten niestety zostawił mnie w środku opowieści...

      Usuń
    2. Ooo, to faktycznie kiepska sprawa i... dziwna trochę :(

      Usuń