Za górami, za lasami, w niedostępnej i ponurej Twierdzy żyła królewna Salianka, Strażniczka Wrót. Chociaż w sumie określenie "żyła" jest pewnym nadużyciem, bardziej pasowałaby "wegetowała". Całkowicie zdominowana przez Radę Starszych, królewna koncentrowała swą egzystencję na zapanowaniu nad wspomnianymi wrotami. Wrotami, nadmieńmy, do piekieł, które niefortunnie, w wyniku dziedzicznego przekleństwa ciążącego nad rodem Salianki, mieściły się w jej głowie. Na otwarcie owych wrót tylko czekały groźne demony, które po wydostaniu się z otchłani piekielnej, siały postrach i zniszczenie w najbliższym otoczeniu Strażniczki.
Ulubionym miejscem królewny był kącik na tyłach Twierdzy, miejsce z małym okienkiem, z którego przy ładnej pogodzie rozciągał się widok na niedostępny dla Salianki świat. Siedząc tam, mogła marzyć o przygodach, romantycznych porywach serca. Nie przypuszczała jednak, że snute potajemnie mrzonki o wspaniałym rycerzu mogą się ziścić. Tymczasem do Twierdzy podstępem trafił książę z sąsiedniej krainy z planem dokonania bohaterskich czynów. Uratowanie więzionej przez Czarownicę dziewczyny idealnie pasowało na czyn godny pieśni bardów. I tak oszołomiona Salianka, przy znacznym współudziale Wrót, została uratowana przed nią samą i uwolniona z Twierdzy.
Tak rozpoczyna się baśń, w której wszystko jest bardzo na opak - królewna jest jednocześnie czarownicą, dzielny książę - nadętym bufonem, z zepsutym magicznym mieczem, zaś żaba w koronie - zaczarowanym na własne życzenie wieśniakiem. Obrońca uciśnionych, bohater ludowy ma sporo wspólnego z demonami, zaś dobra czarodziejka wysługuje się swymi klientami w gospodarstwie.