poniedziałek, 11 listopada 2013

Kaktus na parapecie

źródło
Bohater tej opowieści, Mikołaj, pewnego dnia obudził się w świecie z przeszłości. Wszystko było inne, a w dodatku jakieś dziwaczne. Zero komputerów, zero iPodów, zero McDonalda. Zamiast olbrzymich galerii handlowych – PDT-y, w których udane zakupy graniczą z cudem. Zamiast wypasionych fur – skromne syrenki i trabanty. A jesienią zamiast lekcji – trzydniowe wykopki! Domyślacie się, co to za czasy?

Pamiętacie Godzinę pąsowej róży i Małgosia kontra Małgosia? Najwyższa pora, by jakiś chłopak, w celu przytemperowania złych manier, też zakosztował podróży w czasie! 
Mikołaj ma 10 lat, chodzi do czwartej klasy, a swoim charakterkiem spokojnie mógłby zwrócić na siebie uwagę jakiegoś Dytka, choć w odróżnieniu do Małgosi przeglądanie się w lustrze nie jest dla niego aż tak atrakcyjne. Zresztą kto to wie, może teraz Dytko już nie wykorzystuje w pracy lustra tylko komputer? W końcu Dytkowy Wydział też musiał pójść z duchem czasów. Nie wnikając jednak w to, kto i jak maczał palce (słomiane witki?) w całym zamieszaniu, kapryśny i rozpuszczony dziesięciolatek (mam wciąż nadzieję, że niebędący typowym przedstawicielem swojego pokolenia ;) pewnego wrześniowego dnia 2009  roku zasypia w gabinecie ojca i budzi się wprawdzie też we wrześniu, ale w 1979... Blok i pokój niby ten sam, ale meble i widok z okna już niekoniecznie. Na stole w kuchni kartka od mamy, kanapki z dżemem, nutelli ani śladu. Nie wiadomo jak włączyć telewizor (gdzie jest pilot?!), a komputera nie ma wcale. A to dopiero początek...

Przygody Mikołaja dotyczą spraw zupełnie zwyczajnych, szkoła, zakupy, wyprawa na grzyby, ale umieszczenie akcji w PRL-u będzie dla współczesnego dziecka absolutną egzotyką. Zapewne, podobnie jak bohater książki, docenią dzisiejszą technikę, zaopatrzenie sklepów i, miejmy nadzieję, własnych rodziców oraz kolegów. Z drugiej strony jednak mogą pozazdrościć wolnego czasu po lekcjach i większej swobody.

Chcąc przybliżyć naszym dzieciom lata siedemdziesiąte sięgamy oczywiście po książki z naszego dzieciństwa, ale Kaktus na parapecie Magdaleny Zarębskiej może być na początek lepszym wyborem.
Spojrzenie na tamte czasy oczami Mikołaja będzie dla znających tylko XXI wiek małolatów bardziej zrozumiałe, choć mogą przydać się dodatkowe wyjaśnienia ze strony rodziców.

Kaktus na parapecie to świetna pozycja skierowana do nieco młodszego czytelnika niż wspomniane na początku książki. Czyta się rewelacyjnie szybko, ma sporą czcionkę, co będzie dla niektórych dzieci ułatwieniem i zachętą.
Dla rodziców lektura ta to sympatyczny powrót do młodości. Ja zadumałam się też nad tym, iż wystarczyło cofnąć czas raptem o 30 lat, by świat w jakim znalazł się Mikołaj był tak zaskakujący dla współczesnych dzieci jak bajka opowiadana na dobranoc. By osiągnąć podobny efekt, Anda w Godzinie pąsowej róży z powojennej Warszawy przenosi się do lat osiemdziesiątych XIX wieku, zaś Małgosia cofa się w czasie jakieś 300 lat... Opowieści z dzieciństwa naszych rodziców nie były chyba dla nas aż tak niewiarygodne, jak brzmią teraz nasze wspomnienia w uszach  dzisiejszych dzieci.
Na półkach stały książki. To prawdziwa obsesja moich rodziców, nie umieją się powstrzymać od kupowania. Podobno kiedy byli młodzi, w księgarniach nie było książek i dlatego nie potrafią sobie odmówić. To nie może być prawda, po prostu nie chcą się przyznać do swojej największej słabości.

Kaktus na parapecie [Magdalena Zarębska]  - KLIKAJ I CZYTAJ ONLINE

Wyzwanie: Pod hasłem.

6 komentarzy:

  1. kaktus jest jak najbardziej zielony :) Sprytnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem ;) Uwielbiam kaktusy, a książka bardzo przyjemna!

      Usuń
  2. Jak kiedyś będę miała małe dziecko to może przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można też przeczytać dla siebie :)

      Usuń
  3. Skąd Ty takie cuda bierzesz? Biblioteka w sprawie Chotomskiej milczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A chyba z wiekiem dziecinnieję.. ;) Gdyby Chotomska była moja, to bym Ci pożyczyła...

      Usuń