Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zobaczyć Sorrento i umrzeć. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zobaczyć Sorrento i umrzeć. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 lutego 2015

Zobaczyć Sorrento i umrzeć

źródło
Konstancja Radolińska przez cały 2014 rok była dla mnie bardzo tajemniczą postacią. Nie znałam nawet jej nazwiska, wiedziałam tylko, że jest ona bardzo ważną osobą dla Jana Morawskiego - podróżnika, detektywa, który spokojnie mógłby złamać niejedno panieńskie serce,

Morawski - to główny bohater Zbrodni w błękicie oraz Abla i Kaina - kryminałów Katarzyny Kwiatkowskiej. Książek, które mnie zauroczyły – zagadką kryminalną, opisem dziewiętnastowiecznych dworków w zaborze pruskim, pysznościami kulinarnymi pojawiającymi się na tamtejszych stołach, ale przede wszystkim barwnymi postaciami – począwszy od głównych: Jana i jego kamerdynera Mateusza, poprzez mieszkańców dworku, czy pałacu, na służbie i sąsiadach skończywszy.

Tajemnicza przeszłość Jana Morawskiego, sugerowane mimochodem skandale, duży majątek, niejasne zajęcia, związane z wielkimi tego świata, liczne podróże, wzmacniały moje zainteresowanie w trakcie lektury. Związek Jana z Konstancją również był zaledwie sugerowany i pełen niedopowiedzeń. Jedno było wiadomo – drobna nawet wzmianka kamerdynera Mateusza o ewentualnej reakcji Konstancji na takie, czy inne działania Jana, nie pozostawiała wątpliwości, że liczy się on z jej opinią.  Nie da się ukryć, że autorka umiejętnie dawkowała informacje o swoich bohaterach, wzmacniając mój apetyt na kolejne książki.

I oto niespodzianka – oczekiwana trzecia część nie jest kontynuacją przygód Jana! Co więcej, miejsce akcji to też nie Wielkie Księstwo Poznańskie, ale upalne Włochy. Tym razem autorka przybliża nam postać Konstancji, wysyłając Jana w bardzo ważnej misji do Mediolanu, zamiast na wakacyjne spotkanie z prawie narzeczoną w Amalfi.

poniedziałek, 9 lutego 2015

Pizza w Neapolu



9 lutego - Międzynarodowy Dzień Pizzy ;-)

Zapraszam na krótką wycieczkę literacko-kulinarną do Neapolu z 1900 roku:

Dochodziła pierwsza i na ulicach odbywało się wielkie kucharzenie: ziemniaki bąbelkowały w oleju, sardynki skwierczały na patelniach, pory kotłowały się w rondlach, pomidory przypiekały na blachach, makaron wrzał w saganach. Zewsząd dobiegały okrzyki sprzedawców reklamujących swój towar. (...) Największe tłumy kłębiły się jednak wokół stoisk z przysmakiem, który od stuleci stanowił specjalność Neapolu: było to ciasto smarowane oliwą, okładane pomidorami i tartym serem, a czasami także małymi rybkami. Nazywało się pizza i podobno zyskało uznanie samej królowej. By upamiętnić jej pochwały, ciasto upieczone w barwach włoskiej flagi nazwano pizza Margherita. Konstancja miała wielką ochotę na pizza i Jake chyba zauważył jej łakome spojrzenia, bo podszedł do sprzedawcy i kupił dwa kawałki. Pizzaiolo prawie oszalał z zachwytu, że due americani wybrali jego ciasto, ustawił swym gościom pod drzewem dwa rozchwierutane krzesełka, a potem krzykliwie informował przechodzących znajomych, że sława jego pizza dojdzie do samej Ameryki.
Konstancja zjadła przysmak z niebywałym apetytem i w szaleńczym tempie, a sardynkami poczęstowała białego zapasionego kocura, który pojawił się jak na zawołanie.

Katarzyna Kwiatkowska, Zobaczyć Sorrento i umrzeć,
 rozpisani.pl, Warszawa 2014, str. 137-138.