Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kasia Kołodziej. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kasia Kołodziej. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 31 lipca 2014

Ula i Urwisy. Szykujemy się do szkoły.

Wiem, że jeszcze wakacje, ale jutro już sierpień. I tak jak w wierszu Andrzeja Waligórskiego, choć sierpień, pogoda prześliczna - jesień idzie, nie ma na to rady! A jak jesień, to i czas pomyśleć o szkole i dobrze się do niej nastawić ;)

Ula, którą poznaliśmy w książeczce Ula i Urwisy. Nowi sąsiedzi. przygotowuje się do pójścia do szkolnej zerówki. Razem z nią szkolną przygodę rozpoczną bliźniaki - Sławek i Mirek. Pójście do szkoły jawi się całej trójce jako nobilitacja - będą uczniami i wreszcie będzie im wolno wychodzić poza ogrodzenie podwórka. Dzieciaki radośnie odliczają każdy dzień, który dzieli ich od końca wakacji, co spotyka się z dziwną reakcją starszego kuzyna chłopców. Mikołaj ma już trzynaście lat i nie rozumie, jak można się cieszyć z powrotu do szkoły. Opowiada więc dzieciom mrożące krew w żyłach historie o wrednych nauczycielach, gabinecie dyrektora, ale najgorsza jest możliwość zostania rozdeptanym przez starszych uczniów...

[1]
Zaniepokojona Ula dzieli się tymi rewelacjami z rodzicami, licząc na uspokojenie, a tymczasem okazuje się, że tatę do dziś przechodzą ciarki na myśl o gabinecie dyrektora, że na mamę uwzięła się nauczycielka, a do tego ciocia Gosia rozczula się nad Ulą, że jest taka mała i zostanie stratowana przez inne dzieci. Zatem wszystko, o czym mówił Mikołaj to prawda! Ula podejmuje życiową decyzję: NIE IDĘ DO ZERÓWKI!

środa, 23 lipca 2014

Ula i Urwisy. Nowi sąsiedzi.

Ula ma pięć lat. Lubi zwierzęta, zwłaszcza małe (tym bardziej, że sama też jest mała), książki - do czytania i do kolorowania, chrupiące jedzenie, czekoladę, ale przede wszystkim lubi się bawić!

Najbardziej lubię zabawy na podwórku: tam jest więcej miejsca niż w domu i można bawić się ziemią, roślinami i wodą z kałuż. Zakopuję tam skarby, a potem je znajduję albo chowam się w mojej Kryjówce w krzakach. Uwielbiam ją, chociaż wolałabym domek na drzewie. [1]

Niestety domek na drzewie musi pozostać w strefie marzeń z bardzo prostego powodu, na podwórku przy domu, w którym mieszka Ula nie ma drzew. No i lipa, jak uwielbia podkreślać dziewczynka.

Na szczęście wyobraźnia i pomysłowość pozwala jej się świetnie bawić pomimo tego istotnego braku, co więcej - pomimo braku innych dzieci na podwórku. Ba, Ula uważa, że inne dzieci w ogóle nie są do zabawy niezbędne!

Pewnego dnia okazuje się jednak, że do jednej z koleżanek babci, mieszkającej w domu naprzeciwko, sprowadzą się jej wnuki. Pani Mila wyraża się o nich Urwisy, rozrabiaki i decyduje się nawet na ogrodzenie klombiku z kwiatkami, żeby chłopcy go nie zniszczyli. Wszak są prawdziwymi wandalami!

Słysząc to Ula, która kiedyś oglądała program o Rzymianach i Wandalach, więc wie do czego są zdolni, dochodzi do wniosku, że trzeba jakoś zabezpieczyć ulubione zabawki przed barbarzyńcami. Niestety rodzice nie pojmują zagrożenia, nie bardzo chcą współpracować z Ulą i nawet martwią się, że rośnie z niej samolub...