wtorek, 27 sierpnia 2013

Ania z Zielonego Wzgórza

źródło
Klasyka literatury dla dzieci i młodzieży, nie starzejący się międzynarodowy bestseller, od lat zyskujący nowe rzesze wiernych czytelników - teraz w wersji audio w znakomitej interpretacji Magdaleny Różczki.

Wakacyjne, dłuższe podróże samochodem stworzyły okazję do wysłuchania audiobooka Ania z Zielonego Wzgórza. Wybór akurat tej pozycji był powodowany między innymi tym, że ma to być pierwsza lektura omawiana przez Średniego w nowym roku szkolnym, a jako "babska" nie została przyjęta specjalnie entuzjastycznie.
Ania Shirley jest jedną z najukochańszych bohaterek mojego dzieciństwa. Wielokrotnie, w różnych okresach swojego życia wracałam do poszczególnych części serii. Wszystkie książki o Ani zajmują szczególne miejsce w mojej biblioteczce, a zdobycie ich w latach osiemdziesiątych nie było łatwe...

Miałam teraz okazję wrócić na Wyspę Księcia Edwarda w trochę innych okolicznościach - po pierwsze: audiobook, po drugie: inne tłumaczenie i po trzecie: obserwując reakcje moich dzieci na postać i przygody Ani.

Audiobooki lubię, ale jednak zwykle wolę czytać tradycyjnie oczami, nie uszami, więc stanowią one zdecydowana mniejszość wśród moich lektur. Bardzo miło wspominam słuchowisko na kasetach magnetofonowych z Moniką Bezak, Anną Romantowską, Franciszkiem Pieczką i Zofią Rysiówną. Trochę obawiałam się jak teraz odbiorę interpretację Ani w wykonaniu Magdaleny Różczki. Na szczęście moje obawy nie były potrzebne. Głos aktorki bardzo dobrze pasował do egzaltowanej i gadatliwej Ani, świetnie sprawdził się w narracji i pozostałych postaciach (duże barwa za dialog płaczącej Ani z Marylą w przedostatnim rozdziale!). Jedynie jako Mateusz, gdy pani Różczka próbowała oddać jego flegmatyczność - wolałabym, by czytała te kwestie swoim zwykłym tonem. Trudno jednak wygrać tu z głosem Franciszka Pieczki, który po prostu stawał się Mateuszem.

Ania z Zielonego Wzgórza istniała dla mnie dotąd wyłącznie w tłumaczeniu Rozalii Bernsteinowej. Dlatego początkowo jeżyłam się trochę na Jane zamiast Janki Andrews, Josie Pye zamiast Józi, lekarstwo przeciwbólowe w miejsce kropli walerianowych, czy Białą Aleję Radości, a nie Rozkoszy. Nie ulega jednak wątpliwości, że tłumaczka Agnieszka Kuc wykonała kawał dobrej roboty i to ta sama, dobrze znana, Ania Shirley. Większość imion postaci po prostu została w wersji angielskiej. Przetłumaczenie koloru oczu (purple) jednej z bohaterek utworów Ani jako liliowe (Diana protestuje, że nigdy nie wiedziała takich oczu) jest dużo sensowniejsze niż purpurowe - Ania raczej nie chciała uczynić swojej heroiny wampirzycą! Na szczęście pani Małgorzata Linde pozostała Małgorzatą, choć w oryginale jest przecież Mrs Rachel Lynde. Podobnie nie przyjmuję do wiadomości, że Robert Gardner to Royal, a Krzysztof Ford z Rilli, który miał naprawdę na imię Kenneth, na zawsze pozostanie dla mnie Ks-sysiem! ;)
Nie ukrywam, że ciekawa jestem teraz najnowszego tłumaczenia Ani z Zielonego Wzgórza w wykonaniu Pawła Beręsewicza wydanego przez Skrzata. Nie wiem tylko jak spojrzałaby na mnie rodzina, gdybym kupiła kolejny egzemplarz Ani. Na półce stoi w końcu moja kolekcja wydana przez Naszą Księgarnię, Anne of Green Gable z Wordsworth Classics, córka ma papierową Anię z Wydawnictwa Literackiego, otrzymaną kiedyś w prezencie urodzinowym, zakupiony na podróż audiobook, a do tego wszystkiego jeszcze wspomniane słuchowisko na 5 kasetach magnetofonowych (muszę sprawdzić, czy jeszcze dadzą się odsłuchać!) i film na DVD z Megan Follows...

Cykl o Ani przyjmowałam zawsze bezkrytycznie, a ona sama była najlepszą, wymarzoną przyjaciółką - czy to jako jedenastolatka, czy farbująca włosy trzynastolatka, czy też jako studentka w Queen's Academy. Tymczasem moje dzieci zdecydowanie niechętnie przyjęły szybkie dorastanie bohaterki. Stwierdziły, że wolałyby, żeby Ania przez całą książkę była kilkunastolatką wpadającą w tarapaty. Nie przeszkodziło im to jednak dopytywać, czy następne części też są wydane jako audiobooki, bo razem bardzo fajnie się słuchało :)

A ja, oprócz wspomnień z dzieciństwa, znalazłam w Ani też coś nowego - teraz dopiero doceniłam opisy przyrody, dokładnie rozumiem dlaczego pani Józefina Barry śmiała się z najbardziej wzruszających dzieł Klubu Literackiego (z mężem wybuchaliśmy głośnym śmiechem, gdy Ania opowiadała Dianie historię Geraldine, Kordelii i Bertrama DeVere - dzieci patrzyły na nas cokolwiek dziwnie), a w rozterkach, radościach i smutkach Maryli związanych z wychowywaniem i dorastaniem Ani, odnalazłam swoje uczucia.
...naszły mnie wspomnienia z czasów, gdy byłaś jeszcze dzieckiem, i mimo że przysparzałaś nam tylu kłopotów, żal mi się zrobiło, że przestałaś być małą, niesforną dziewczynką, tak inną od wszystkich dzieci. Wyrosłaś i wkrótce nas opuścisz.
Nostalgiczną lekturę, która mnie nie zawiodła po latach, zaliczam do wyzwań Pod hasłem i Trójka e-pik (2012)


19 komentarzy:

  1. Ach ta Ania. Moja bardzo odległa młodość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby nie patrzeć, Ania ma już 105 lat, więc możemy czuć się przy niej bardzo młode! :)

      Usuń
  2. Zawsze chciałam przeczytać serię o Ani ale z przeróżnych powodów mi się to nie udało... A próbowałam! :D Może jak będę staruszką, znajdę czas na powrót na zielone wzgórze :)
    Pozdrawiam cieplutko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To może audiobook? ;)Pozdrawiam!

      Usuń
    2. A ty wiesz, że to nie jest zły pomysł? :D

      Usuń
  3. Cornwell i jego "Triumf" jak najbardziej jest wciąż dostępny ;)

    Zlodziejkaksiazek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Jestem w tej szczęśliwej sytuacji, że mam tylko jedno wydanie i jedno tłumaczenie Ani, toteż to Beręsewiczowskie kupię z pewnością, prędzej czy później!
    Ania lekturą? Czarno to widzę:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę z zazdrością zaglądać i czekać na wrażenia ;)
      Ania jest lekturą od jakiegoś czasu, moja Najstarsza miała w 6 klasie. Sporo teraz lektur, które ja czytałam dobrowolnie: Narnia, Opium w rosole, Tomek w Krainie Kangurów, a nawet Harry Potter. Chyba dobrze...

      Usuń
    2. "czytałam dobrowolnie" i "lektura" wzajemnie się wykluczają, zdaje się. Z jednej strony dobrze, z drugiej wcale nie.
      Poza tym moim zdaniem lektury szkolne nie są dostosowane do wieku czytelników, tj. są wprowadzane za późno. Nie wiem np. kiedy każą czytać Narnię, ale mój ośmiolatek właśnie ją wciąga. Za dwa, trzy lata mogłaby go już nie zainteresować.

      Tak mi się jeszcze przypomniało - w związku z Twoimi uwagami o zmianach w imionach bohaterów (też uważam, że może być tylko Ks-syś!) - że kiedy pierwszy raz czytałam cykl o Ani, nie miałam pojęcia o języku angielskim i jego wymowie. Dlatego też dla mnie drugi syn Ani na zawsze zostanie Walterem, a nie jakimś Łolterem. Jak to w ogóle brzmi, ohyda!:P

      Usuń
    3. No właśnie, czytałam dobrowolnie, bo to nie była lektura ;)
      Z wiekiem czytelnika trudno idealnie trafić; "Lew, czarownica i stara szafa" była u moich dzieci w klasie 4 i podejrzewam, ze dla większości uczniów był to właściwy czas. Poza tym mieli Akademię Pana Kleksa, Pinokia i Braci Lwie Serce.

      à propos imion w Ani - czytałam Anię z Wyspy Księcia Edwarda i zastanawiałam się, kim do jasnej *** jest Kuba Blythe...
      Nad wymową imienia Walter się w dzieciństwie nie zastanawiałam.

      Usuń
  5. Może Cię to zdziwi, ale ja jeszcze nie czytałem Ani :P. Nie wiem czemu, ale nawet nauczyciele nam nie kazali, dziwne nie :D? Jednak teraz jakoś specjalnie mnie nie ciągnie do tej książki, więc muszę przeprosić dwie Anie, że się za to nie zabiorę. Anię z Zielonego Wzgórza i Anię z Czytania Przy Kominku :D.

    Pozdrawiam serdecznie :)!
    Melon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic mnie nie zdziwi, mój mąż był przekonany, że też nie czytał, ale w miarę słuchania stwierdził, że zna tę historię ;)
      Wybór lektur w dużej mierze teraz zależy od nauczyciela, więc może nie musiałeś czytać Ani :D
      Anie się nie gniewają, najważniejsze, że razem z nimi należysz do moli książkowych!
      Pozdrawiamy ;))

      Usuń
  6. Czytałam jako młode dziewczę... I nie, nie byłam fanką. Cóż, od dziecka pociągały mnie bardziej przygodówki, horrory młodzieżowe i książki z zagadkami ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przygodówki i zagadki też zawsze lubiłam :) W sumie przygód Ani też nie brakowało, a i elementy horroru w Lesie Duchów by się znalazło :))

      Usuń
  7. Całą serię książek o przygodach Ani Shirley przeczytałam już kilka razy i wciąż mam wielką ochotę na powrót do ich lektury:). Polecam Ci kolejne części tej historii, nie wiem, czy zostały wydane w formie audiobooka, ale z pewnością warte są przeczytania:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też czytałam wielokrotnie wszystkie części Ani :) Ania z Avonlea została wydana jako audiobook i zakupiona na wyraźne żądanie moich dzieci ;)

      Usuń