Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dożywocie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dożywocie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 czerwca 2017

Dożywocie - Aleksander Fredro

Chyba każdy zna komedie Aleksandra Fredry. Zemsta i Śluby panieńskie są w kanonie lektur szkolnych i chcąc, czy nie chcąc, coś tam wiemy o sporze o mur graniczny, w uszach dźwięczy Mocium Panie, czy jeśli nie chcesz mojej zguby, krokodyla daj mi luby.

Miałam to szczęście, że wiele z utworów Fredry, udało mi się zobaczyć na scenie. I to nie tylko te omawiane w szkole. Pamiętam Pana Jowialskiego i Damy i huzary na deskach teatru radomskiego, nie mówiąc o nie tak dawnej Zemście w Och-Teatrze.

Czytanie dramatów, też nigdy nie było dla mnie problemem, ba, potrafiło naprawdę być przyjemnością. Troszkę trudno było mi w związku z tym w ubiegłym roku pochylić się ze zrozumieniem nad narzekaniami niektórych czytelników nad formą, w jakiej ukazał się ostatni Harry Potter ;-)

Dożywocie, po które sięgnęłam ostatnio, jest zdecydowanie mniej znanym utworem naszego komediopisarza, a szkoda. Byłoby chyba ciekawie porównać swojskiego Łatkę z molierowskim Harpagonem.

Łatka, postać absolutnie pierwszoplanowa w Dożywociu, to lwowski lichwiarz, dla którego pieniądze i zysk z inwestycji są sensem życia. Jedną z nich jest dożywocie, jakie kupił przed laty. Dożywocie, czyli zapis umożliwiający czerpanie aż do śmierci stałego dochodu w formie pensji. Takie dożywocie można sprzedać za gotówkę i wtedy to nabywca pobiera tę pensję. Oczywiste jest, że w jego interesie jest jak najdłuższe życie poprzedniego posiadacza dożywocia

Głównym wątkiem sztuki jest właśnie takie dożywocie Leona Birbanckiego - znanego w mieście utracjusza. Łatka kupił je pod innym nazwiskiem i obsesyjnie wręcz troszczy się o swoje zyski, rozciągając tę troskę na Leona i będąc przy tym bardziej opiekuńczym niż kwoka trzęsąca się nad pisklętami. Po kilku już latach tego interesu, Łatka jest przekonany, że stan zdrowia Leona bardzo się pogorszył - hulaszczy tryb życia jednak nikomu nie wychodzi na dobre.

Finansista postanawia więc sprzedać dożywocie Janowi Twardoszowi, jednak za każdym razem, gdy transakcja ma dojść do skutku, jak w każdej dobrej komedii - coś się psuje, ktoś przeszkadza - a publiczność dobrze się bawi.

Nie zabrakło też wątku romantycznego, zaś o głębszej myśli Dożywocia, jako refleksji nad światem i jego zaślepieniu złotem pisali mądrzejsi i bardziej utalentowani ode mnie. Ja, zachęcając do spojrzenia na sztuki Fredry nie tylko jako lektury szkolne, podkreślić chcę przede wszystkim rytm i mistrzowską zabawę językiem. Fredro nie ma sobie równych w lapidarnych i pełnych humoru puentach, czy morałach. 

[1]


[2]

Czytajcie Fredrę (a jeszcze lepiej oglądajcie na scenie)! :)



[1] Aleksander Fredro Dożywocie , Zakład Narodowy im. Ossolińskich - Wydawnictwo, Wrocław 1981, str. 36 - 37
[2] jw. str. 112

niedziela, 26 marca 2017

Siła niższa

źródło
Wiedziałam! Wiedziałam, że tak będzie! Jeden weekend, w zasadzie tylko sobota, i po książce. Niby starałam się delektować, nawet posprzątałam w miedzy czasie, na nic. Kartka, za kartką, rozdział za rozdziałem i trzeba było rozstać się z Lichem, Konradem, utopcami... W dodatku znikąd nadziei, że może kiedyś (za rok, czy za pięć) przyjdzie nam spędzić razem dzień lub dwa (a może jednak??).

Po utracie Lichotki bohaterowie Dożywocia przenoszą się do podmiejskiej willi, w której, obywając się bez mrugnięcia powieką, czy też znaczącego uniesienia brwi, wita ich Turu Brząszczyk, mężczyzna potężnej postury, ale gołębiego serca.

Wiadomość o dokwaterowaniu zgrai pogorzelców powitał z ukontentowaniem. Na brak zajęć nie narzekał, ale życie w domu wypełnionym głównie pustką i wspomnieniami dłużyło mu się niemiłosiernie, odkąd przed półroczem został w nim sam jak palec. Wcześniej, przez dwadzieścia lat z okładem, jakie zdążył już spędzić pod tym dachem, Turu miał dziadunia, dziadunio zaś miał fantazję i bogatą kolekcję fobii. (...)
W rezultacie Turu przyjmował życie we wszelkich jego formach na klatę i nie dziwił się absolutnie niczemu, czym - paradoksalnie - często budził zdziwienie innych przedstawicieli swego gatunku. [1]

Wydawałoby się, że Konrad Romańczuk i jego dożywotnicy znajdą w nowym domu spokojną przystań, jednak nie będzie to takie proste...

wtorek, 31 stycznia 2017

Dożywocie w Lichotce

źródło
Są takie książki, na które bardzo czekam, a gdy już je mam, jakoś odwlekam ich przeczytanie, choć wcześniej myślałam, że zachłannie się na nie rzucę. Czemu tak nie robię? Bo zasługują na szczególną chwilę, bo delektuję się tym, że po prostu już je mam, bo jak przeczytam, to znowu trzeba będzie tak dłuuuugo czekać!

Tak właśnie mam z książkami Marty Kisiel. Dożywocie przeczytałam w marcu 2014 (wówczas jeszcze było niemal niedostępne w wersji papierowej - zaopatrzyłam się w e-booczka), a niewiele później mogłam cieszyć poznawaniem tajemnic Wrocławia w Nomen Omen.

Dwa i pół roku później stęsknieni czytelnicy mogli wziąć w ręce kontynuację Dożywocia - Siłę niższą, a Marta Kisiel była honorowym gościem tegorocznych Targów w Krakowie.


Liczba czytelników pragnących uzyskać autograf zaskoczyła Ałtorkę (pisownia zamierzona, na wyraźnie życzenie zainteresowanej), stoisko przeżyło prawdziwe oblężenie, zaś kolejka stawała się miejscem spotkań towarzyskich. Oczywiście ja też tam byłam, rozmowy w kolejce prowadziłam i podpis uzyskałam!