środa, 30 lipca 2014

Nie głaskać kota pod włos

Lato kończyło się smakiem jagód. We wczesną jesień wchodziło się wraz z pluciem pestkami słoneczników. Beztroska zamieniała się ukradkiem w czarne szkolne dni, a wieczorami ostrzej świeciły gwiazdy.[1]

Czy ktoś pamięta Rodzinę Leśniewskich? Mama, tata, nastolatki Agnieszka i Leszek oraz siedmioletnie bliźniaki, Beata i Paweł, zwane Bąblami. 
Akcja książki (był też film i serial) rozpoczyna się w momencie, gdy mama informuje rodzinę, że dostała się na studia, z których zrezygnowała naście lat temu zostając w domu, by opiekować się dziećmi. Teraz potomstwo podrosło, najmłodsi rozpoczną edukację i pojawia się szansa na zrealizowanie odłożonych kiedyś marzeń. Reakcja najbliższych, delikatnie mówiąc, nie jest entuzjastyczna.

- Chcesz chodzić do szkoły d o b r o w o l n i e? - wyjąkał zdumiony Paweł.
- Przecież jesteś już okropnie stara! - szczerze zdziwiła się Beata.
(...)
- Robisz z nas balony, mamo? - delikatnie spytała Agnieszka. - Zawsze wierzyłam w twoje poczucie humoru.
Leszek pacnął się w ucho, by zagłuszyć wreszcie brzęczące tam jeszcze dźwięki big-bitu.
- Ktoś coś mówił o studiach?
(...)
- Jak ty to sobie wyobrażasz? - przytomniał tato odsuwając talerz. - Dom, czworo dzieci i ...
- Na dobrą sprawę, czasem tu jest p i ę c i o r o dzieci - westchnęła w zadumie mama. (...)

Na pobojowisku została opuszczona bohaterka wieczoru i strzępiasty kłąb, w którym z trudem można było dostrzec nogę Pawła i zmierzwioną grzywę Beaty.
Nad tym wszystkim unosił się zapach smutku, niezrozumienia i wiśniowego dżemu. [2]

Mimo to rewolucja staje się faktem. Mama, borykając się z poczuciem winy i notorycznym brakiem czasu, stara się pogodzić dzienne studia i domową codzienność. Bliscy nie kwapią się do przejęcia części obowiązków, ale coraz wyraźniej zaczynają zdawać sobie sprawę, że to się nie sprawdzi na dłuższą metę i w rodzinie Leśniewskich pomalutku coś się zmienia.

Agnieszka bierze na siebie sprawy żywieniowe - co prowadzi często do ciekawych eksperymentów kulinarnych, w stylu płynnych kotletów mielonych.
Do Leszka należy bieganie po mieszkaniu z elektroluksem (czy dzisiejszy dziesięciolatek będzie wiedział, że chodzi o odkurzacz?) i wynoszenie śmieci. Problem w tym, że chłopiec wstydzi się strasznie tych "niemęskich" zajęć, szczególnie, gdy najlepszy kumpel  wykorzysta te fakty przeciwko Leszkowi w rywalizacji o względy rudowłosej Agaty. Efekt tego będzie jednak niezupełnie taki, jak oczekiwał Krzysiek.

- To bardzo ładnie z jego strony - powiedziała Agata w przestrzeń pomiędzy chłopcami. - Ja też pomagam w domu.
- Ty, to co innego - bronił swoich racji Krzysiek. - Ale on? Chłopak, który bawi się po babsku elektroluksem?!
(...)
Agata bez słowa wstała z ławki.
- Ty możesz mnie odprowadzić do domu - powiedziała wskazując palcem Leszka. Tamten niech się tu sam wymądrza! [3]

Obdarowane dużą swobodą bliźniaki nawiązują nowe, arcyciekawe znajomości, a ich pomysły pomocy mamie doprowadzą do kuriozalnych i zabawnych sytuacji. Bo czy wizyta, rozumiana jako wywiadówka, u profesora, będącego postrachem roku może się dobrze skończyć dla mamy-studentki? Albo zorganizowanie osobistego egzemplarza trudnej młodzieży do resocjalizacji?

Wrażenie najbardziej bezradnego w nowej sytuacji sprawia tato Leśniewski. Choć daje jasny komunikat dzieciom, że mama ma prawo realizować swoje marzenia, a oni wszyscy powinni jej w tym pomóc - pozostaje bierny i jego zaangażowanie w życie rodzinne sprowadza się do chodzenia do pracy i zmęczenia w domu. A, jeszcze pali papierosy i raz poszedł na wywiadówkę. Na usprawiedliwienie taty trzeba podkreślić, że swoim zachowanie nie różnił się specjalnie od większości ojców z tamtego okresu.


Zauroczył mnie język, jakim napisana jest ta książeczka. Z jednej strony prosto, często operując krótkimi zdaniami, Krystyna Boglar potrafi zachwycić nietypowym porównaniem, czy skojarzeniem, po mistrzowsku wykreować nastrój, celnie uchwycić emocje.

Ilustracje Jerzego Czerniawskiego są niezwykłe, ale doceniłam je dopiero teraz - w dzieciństwie budziły we mnie niepokój.

Nie głaskać kota pod włos czytałam w wieku pośrednim między wiekiem Agnieszki, a Bąbli i wtedy była to dla mnie przede wszystkim bardzo zabawna opowieść o perypetiach bliźniaków, którym nie brakuje ani pomysłowości, ani tupetu. Dziś popatrzyłam na rodzinę Leśniewskich z perspektywy zupełnie innej epoki i identyfikując się z mamą, nie z dziecięcymi bohaterami. Przezabawne dialogi i scenki z Bąblami w roli głównej nic nie straciły z upływem czasu - dalej śmieszą, choć młode pokolenie może nie rozumieć, o co na przykład chodzi z butelką na mleko. Kapitalne są też drobiazgi przypominające uroki życia codziennego z epoki minionej:

Koło kina kłębił się tłum. Opodal oblegano czynną, o dziwo, choć to niedziela, budkę z piwem. Tato wszedł do holu i ustawił się w długiej kolejce.
- Leszek, stań z ojcem, bo mogą mu nie sprzedać aż sześciu biletów - powiedziała mama.
Rzeczywiście. Czasami miewali kłopoty i trzeba było tuż przed kasą odliczać kolejno wszystkie dzieci, aby miła pani kasjerka nie posądziła taty o nielegalny handel biletami. [4]

To co się zmieniło najbardziej, to obraz rodziny. Krystyna Boglar stwarzając Leśniewskich sportretowała zabawnie dość typową (no może poza liczbą dzieci, czworo to było sporo nawet w latach siedemdziesiątych) komórkę społeczną PRL-u. Różnica najbardziej dająca po oczach, przy porównaniu ze współczesną rodziną (oczywiście bardzo uogólniając i nie wymyślając prochu) to obecne o wiele większe zaangażowanie ojców w prowadzenie domu i wychowanie, a z drugiej strony ogromny regres w samodzielności dzieci. Rozwój tatusiów jest odwrotnie proporcjonalny do rozwoju dzieci? ;)

Tak, wiem, że czasy są inne, ale nasuwa mi się myśl, że te samodzielne, biegające z kluczami na szyjach, dzieci z lat siedemdziesiątych, osiemdziesiątych, czyli obecni, partnerscy rodzice, zupełnie inaczej wychowują swoje dzieci, niż sami byli wychowywani. Tylko czy we wszystkim lepiej?? (Tak, to dotyczy też mnie....)



Wyzwania: Pod hasłem, Gra w kolory, Odnajdź w sobie dziecko.

Krystyna Boglar, "Nie głaskać kota pod włos", KAW, Warszawa 1978. Ilustracje autorstwa Jerzego Czerniawskiego.
[1] j.w. str. 3
[2] j.w. str. 8-9, 12.
[3] j.w. 47-48
[4] j.w. str. 41

9 komentarzy:

  1. Uwielbiam:) Obie książki o Leśniewskich i serial. Bo film niestety jest strasznie słaby. Świetne jest też "Żeby konfitury nie latały za muchą".
    Jako dziecko z kluczem na szyi pierwsze zakupy robiłem sam w wieku 8 lat bodajże. Swojej córki do sklepu samej nie posyłam, właściwie to nawet nie wiem czemu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Film obejrzałam parę lat temu - rozczarował mnie, pamiętałam serial.
      Konfitury wiem, że czytałam, ale nic nie pamiętam, Leśniewskich nigdy nie zapomniałam, więc, bardziej mi się podobali.

      Ja w 3 klasie SP sama do szkoły jeździłam autobusem, a moja najstarsza to jeszcze w 6 klasie w czytelni często czekała na mamę. Ale syn się uparł i od 4 klasy wraca sam.
      Zakupy to nawet wcześniej niż 8 lat - pamiętam sklep (przez mgłę) z osiedla, z którego się wyprowadziliśmy jak miałam właśnie 8 i pół.

      Usuń
    2. Też jeździłem. Sama jazda to było pół biedy, ale po drodze było ruchliwe rondo bez świateł. Nasza od początku trzeciej klasy chodziła do szkoły i wracała sama, tyle dobrego.

      Usuń
    3. Moje mają do szkoły 8km - mieszkamy poza miastem, więc pozwolenie na wracanie PKS-em było dla mnie bardzo trudne ;)

      Usuń
    4. PKS to faktycznie hardkor, my się musieliśmy tylko przyzwyczaić do myśli o chodzeniu poboczem.

      Usuń
    5. Pobocze to też niefajnie; wolę nasz, już oswojony, PKS (Ale mojej Najstarszej zdarzyło się w gimnazjum przejechać przystanek :D ;)

      Usuń
  2. Rany!
    A ja tej książki jeszcze nie czytałam!
    Pamiętam, że była w naszym domu jak byłam mała, zupełnie nie wiem co się z nią stało!
    Koniecznie muszę ją zdobyć.
    Na wstęp do recenzji wybrałaś najlepszy z możliwych cytatów. Już on zachęca, a reszta tylko utwierdza w przekonaniu, że książkę TRZEBA znać!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeju, jakie piękne te ilustracje, zachwyciłam się. Książki nie znam, film pamiętam. A skądś mi się przypałętała druga część tej historii - jakoś nie zachwyciła, niestety.

    OdpowiedzUsuń