czwartek, 31 lipca 2014

Ula i Urwisy. Szykujemy się do szkoły.

Wiem, że jeszcze wakacje, ale jutro już sierpień. I tak jak w wierszu Andrzeja Waligórskiego, choć sierpień, pogoda prześliczna - jesień idzie, nie ma na to rady! A jak jesień, to i czas pomyśleć o szkole i dobrze się do niej nastawić ;)

Ula, którą poznaliśmy w książeczce Ula i Urwisy. Nowi sąsiedzi. przygotowuje się do pójścia do szkolnej zerówki. Razem z nią szkolną przygodę rozpoczną bliźniaki - Sławek i Mirek. Pójście do szkoły jawi się całej trójce jako nobilitacja - będą uczniami i wreszcie będzie im wolno wychodzić poza ogrodzenie podwórka. Dzieciaki radośnie odliczają każdy dzień, który dzieli ich od końca wakacji, co spotyka się z dziwną reakcją starszego kuzyna chłopców. Mikołaj ma już trzynaście lat i nie rozumie, jak można się cieszyć z powrotu do szkoły. Opowiada więc dzieciom mrożące krew w żyłach historie o wrednych nauczycielach, gabinecie dyrektora, ale najgorsza jest możliwość zostania rozdeptanym przez starszych uczniów...

[1]
Zaniepokojona Ula dzieli się tymi rewelacjami z rodzicami, licząc na uspokojenie, a tymczasem okazuje się, że tatę do dziś przechodzą ciarki na myśl o gabinecie dyrektora, że na mamę uwzięła się nauczycielka, a do tego ciocia Gosia rozczula się nad Ulą, że jest taka mała i zostanie stratowana przez inne dzieci. Zatem wszystko, o czym mówił Mikołaj to prawda! Ula podejmuje życiową decyzję: NIE IDĘ DO ZERÓWKI!

Nie pomagają tłumaczenia rodziców, ani demonstracje fizycznej niewykonalności deptania po dzieciach. Ula wie czego chce. Trochę zaczyna się łamać widząc wyprawkę bliźniaków, fajnie byłoby mieć piórnik, ale zarówno rodzice, jak i babcia twierdzą, że mogą go jej kupić tylko do szkoły. W domu piórnik nie będzie Uli potrzebny. To jednak za mało, by wpłynąć na zmianę zdania dziewczynki. W końcu jednak się udaje, choć nie ze względu na argumenty rodziców! :)

Trzecia książeczka z serii opowiada o pierwszym dniu Uli w szkole. Dzień zaczyna się pechowo, bo Sławek i Mirek łapią jakieś choróbsko i Ula musi sama zmierzyć się z zerówką. W szkole perfekcyjnie udaje jej się wykonać manewr zgubienia mamy, ale sposób w jaki sobie radzi w trudnej sytuacji zasługuje na medal. Również obawy pozostania samej wśród obcych ludzi okazują się wyolbrzymione - nawiązanie bliskich kontaktów z koleżankami następuje z prędkością zbliżoną do prędkości światła.

Duże brawa należą się autorce za ukazanie szkoły bez lukru, a jednocześnie tak, by nie przestraszyć dziecka i dać mu nadzieję, że sobie poradzi. Dzieci w klasie Uli są takie jak w życiu - dochodzi do przepychanek (szczególnie wśród chłopców), pani nie jest w stanie natychmiast odpowiedzieć na każde pytanie, a w grupie znajdzie się Panna Mądralińska, która wszystko wie najlepiej.

Książeczki są bardzo dowcipnie zilustrowane przez Kasię Kołodziej - jeden z obrazków, przedstawiający spersonifikowane kluski w zupie, był już niejednokrotnie ze śmiechem przypominany przez moje dziecko .

[2]

Widzę, że Najmłodszy polubił Ulę - Urwisa, książeczki o jej przygodach towarzyszyły nam przez parę wieczorów. Ich wybór nie był przypadkowy, bo my też pomału oswajamy się nadchodzącymi zmianami. Oprócz czytania książeczek "zaangażowanych tematycznie" - tak jak Ula kompletujemy wyprawkę - tylko my do pierwszej klasy, zerówka była przedszkolna i zupełnie bezbolesna ;)





[1] Katarzyna Majgier, Ula i Urwisy. Dzieciństwo jest super!, Nasza Księgarnia, Warszawa 2014;
ilustracja Kasi Kołodziej, str. 16
[2] j.w. str. 43

Katarzyna Majgier, Ula i Urwisy. Idę do zerówki!, Nasza Księgarnia, Warszawa 2014;

4 komentarze:

  1. Chyba by się seria spodobała mojej Helence... Może uda się zamówić jakąś u dziadków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie zacznijcie od części pierwszej, jest świetna!
      Popatrz tu: http://aros.pl/ksiazka/ula-i-urwisy-nowi-sasiedzi-z-autografem
      :)

      Usuń
  2. Musiałaś się świetnie bawić przy tych książkach.
    Są chyba jeszcze lepsze niż pierwsza część, nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są bardzo dobre, ale pierwsza część jest świetna i trudno ją przegonić. :)
      Przepraszam, że dopiero teraz odpisuję. Przegapiłam Twój komentarz tutaj.

      Usuń