Od paru lat przejście z trybu letnio-wakacyjnego w szkolno-jesienny przychodzi mi coraz trudniej, a jak do tego przyplączą się jeszcze jakieś zdrowotne przeszkody, to czasu, a przede wszystkim natchnienia do dzielenia się wrażeniami z książek zaczyna brakować. Mimo planów, zdolności logistycznych i wsparcia mężowskiego, po raz kolejny przełom sierpnia i września nieco mnie przygniótł, a i październik tylko trochę pozostał w tyle. Mam jednak nadzieję, że w końcu uda mi się złapać wiatr w żagle, bo dobrych dni tej jesieni też było (i będzie!) całkiem sporo.
Podziwiam blogerów i blogerki, których strony rozkwitają jesienią (albo utrzymują wyrównany poziom przez cały rok), jednocześnie wpadło mi w oko co najmniej kilka wpisów osób borykających się z podobnym jesiennym zmęczeniem - na blogach, czy w dyskusjach książkowych na FB. Podniosła mnie też na duchu rozmowa z koleżanką z pracy - bo jeśli osoba o niemal dyszkę młodsza, mówi, że od 2 tygodni czyta jedną książkę, a wieczorami pada, to może jest jeszcze dla mnie nadzieja i po prostu dostałyśmy ostatnio do wiwatu?
Polecam też ostatni wpis Padmy pod znamiennym tytułem: Jak czytać, kiedy życie przygniata
A co udało mi się, mimo przeciwności, przeczytać we wrześniu?


























